sobota, 24 października 2009

FFDP!

Wracam dziś, napisać. :D Słyszał ktoś o zespole Five Finger Death Punch? Nie? Otóż żałujcie, bo tożto niesamowita muzyka. Po przesłuchaniu piosenki "The Bleeding" poczułem to, czego od dawna chciałem, kurwa, doznać. Świetny wstęp, zaraz po nim melodyczne solo. Nie będę ujawniać dalej magii tej piosenki. Po prostu posłuchajcie:

The Bleeding

I jak wrażenia? Opiszcie, podzielcie się nimi w komentarzach. :D
Dzisiaj mam dobry dzień, wstałem pełen humoru. Oczywiście nie mogłem zapomnieć o pompkach na początek dnia. xD
Zjadłem niesamowiciebogatąwewłaściwościodżywcze zupę mleczną i ruszyłem w pogoń za blogiem, pisząc posta.
Wiecie co jest najgorsze? Że muszę mieć ten jebany czerwony pasek na koniec roku. Chociaż motywacja jest niesamowita. BOSS GT-10B brzmi wybitnie, więc chyba się postaram. ;x
Za miesiąc kupuję struny, kabel i 4 kostki. W sumie moje struny są już ostro zjechane, kabel z zestawu to najbardziej tandetny kabel jaki jest produkowany, a kostki są mi potrzebne do zagrania jakiejkolwiek piosenki Slayera, wiadomo dlaczego. :D
W takim razie dzisiejszy dzień będzie wyglądał tak:
- Granie na basie.
Dziwi was to? Mnie nie. Chcę się rozwijać, jak najwięcej ćwiczyć i coś osiągnąć. Bez względu na innych. Jeszcze jedno. We wtorek jadę z Bonkiem i Kozikiem na konkurs do Dąbrowy Górniczej. Gramy "Przeżyj to sam". Najgorzej będzie z dojazdem, a mianowicie, jak mamy dwoma autobusami przewieźć sprzęt o łącznej wadze prawie 40kg do Dąbrowy Górniczej? Nie wiem, jak sobie poradzimy, ale może jakoś ujdzie. A więc narazie!

Adios, Pięć Palców!

piątek, 23 października 2009

Powrót!

Tymczasem po długim czasie pobytu w normalnym życiu, wracam do pisania na tym, jakże często odwiedzanym oraz niezwykle cudownym blogu. Mam dużo rzeczy do powiedzenia, napisania, jeden chuj. Lubię was, ludzie! Brakowało mi pisania, przy tym można wyrzucić z siebie emocje, cały ten syf. Dzisiaj będę porównywał dzisiejszego mnie do mnie sprzed ostatniego posta, jakżeby inaczej.

Zacznijmy od tematu muzyki. Faworytem była Metallica. James, Kirk, Robert, Lars. Po odsłuchaniu ostatnich koncertów z lipca/sierpnia zmieniłem o nich zdanie i na pierwszy plan wkroczył Megadeth, Kreator, Behemoth, Amon Amarth. Już uzasadniam dlaczego. Po prostu Metallica już się wypaliła:
- James ma problemy z głosem,
- Kirk nie wyrabia z solówkami oraz fałszuje,
- Lars nie wyrabia z szybkością, nie wyczuwa rytmu,
- Robert, hm, do niego nic nie mam.
A więc zostaje Robert. Ale do niego nie mam żadnych sentymentów, po prostu w ogóle mi nie przypasił. Za to jako boga grania na basie uważam Cliffa Burtona.


Cliff miał to, co każdy basista powinien mieć, aby zostać mistrzem:
- Fascynujące wykorzystanie efektów typu Wah, Distortion,
- Ogromna miejętność improwizacji (m.in. Anesthesia, w 100% improwizowana!!),
- Niesamowite obeznanie na gryfie,
- Idealna gra trzema palcami.
Jednym słowem, niesamowite umiejętności. Za to go uwielbiam. Ale cóż, w 1986 podczas trasy Damage Inc. Tour został przygnieciony przez autokar. Spoczywaj w pokoju, Cliff. [*]

Na tym blogu nie chcę pisać nic na siłę, więc kończę na dziś, jutro dokończę w kolejnym poście.

Adieu, Zboczone Pomidory!

piątek, 6 marca 2009

Lista 10!

Witajcie, Pieprzone Burgundy. Dzisiaj tematem głównym będą...jak się zapewne (nie)domyślacie...Gitarzyści!
Ale zanim przejdę do tematu gitarzystów chciałbym wyjaśnić cały jebany tydzień mojej nieobecności na blogu. O kurwa, to będą już ze trzy. Ciekawie tak wrócić po przerwie od...od...ja pierdolę, przecież ja nic nie zrobiłem na tym blogu prawie...Powodami, przez które byłem tu i ówdzie nieobecny są:
- kara za dziurę w suficie której nie zrobiłem (?!)
- kartkówki, sprawdziany i inne gówna
- zero motywacji do pisania na jebanym blogu (trzymam się, trzymam!)
- ogólna beznadzieja (chociaż dziękuję, parę osób podtrzymywało mnie na duchu tekstami w stylu "Kupisz sobie ten wzmacniacz, kupisz!"). I tak to nic nie da, będę musiał zbierać te 5 stów na ten jebany piecyk, życie.

Wracając do gitarzystów, to sporządziłem listę 10 najbardziej wyjebanych w kosmos gitarzystów i basowych, i tych grających na gitarach elektrycznych.
W sondzie wygrał Joe Satriani. Szedł łeb w łeb z Kirkiem Hammettem, ale jednak wygrał, za co dziękuję osobom odwiedzającym mój zajebisty, ostatnio mniej popularny, bo mniej "pisany", blog.
Nie żebym miał coś do Kirka, ale umiejętności Satrianiego trochę tak jakby podbiły moje serce, i tym sposobem bardziej lubię Joe'a za umiejętności, a Kirka za charyzmę scenową, ogólny design.
Był tam gdzieś jeszcze ten rzymski ciul, Dave Mustaine. Nie cierpię Dave'a za to, że praktycznie to pił więcej od Jamesa...Można powiedzieć: "Jak to, ktoś kiedykolwiek pił więcej od Jamesa? Niemożliwe!"...a jednak.
Ten jego "Megadeth"...Nazwa bardzo ambitna, zresztą tak jak "Metallica". Chociaż sam bym jej nie wymyślił. Ja swój zespół nazwałbym "ZajebisteKurwa Drzewo Bez Liści Na Korzeniach Zła" Buhahahaha, złooo!
No i Slash...Ten jego styl: czarny kapelusz, czarne kręcone włosy, czarna skórzana kurtka, jednym słowem, czarnuch! I nie trawię też Guns'n'Roses. Nadzieja pozostaje w black/death metalu.
Spoko, wiem, że przynudzam, więc zacznijmy zestawienie dziesięciu gitarzystów:

Numer 10: Joe Satriani (Deep Purple)(Hard Rock)


Przepraszam, wymiataczu, ale jak mówi jakieśtam przysłowie: "Uczeń przerósł mistrza", itepe. Oczywiście jego granie w Deep Purple nie jest takie zajebiste jak w karierze solowej, ale jednak coś tam słychać.







Numer 9:
Matthew Bellamy (Muse)(Rock Progresywny)


Człowiek uniwersalny, posiadający niezwykły talent do grania na WszystkimNaCzymSięDa. Jest totalnie wyjebisty i gra dziwnie zajekurwabiście. Więcej pisać nie trzeba.













Numer 8: Herman Li
(Dragonforce)(Power Metal)


Zółtek. Dobry żółtek. Zajebiście dobry żółtek. Posłuchajcie jego solo, np. z Through the Fire and Flames. Zrozumiecie.












Numer 7: Mick Thomson
(Slipknot)
(Heavy Metal, Industrial Metal)


Człowiek w masce. wygląda jak Megazord, dziwnie. Ale przynajmniej grać umie, i to bardzo dobrze, w końcu czymś musiał zasłużyć na to 7 miejsce. Dam przykład. Solo z Psychosocial lub z Dead Memories. No, nie takie dynamiczne jak np. w Crazy train lub One, ale naprawdę mnie poruszyło i pozytywnie zadziwiło. ;)












Numer 6: Carlos Santana
(Carlos Santana)(Latynoski Rock, Blues)


Tego człowieka szanuję i podziwiam. Jego styl gry jest niepowtarzalny i dla mnie jest jednym z boskich wirtuozów i bogów gitary. SALUT! Niezbyt lubię Ten rodzaj muzyki, ale ten człowiek jest legendą i nie należy o nim tak po prostu zapomnieć.




Numer 5: Daron Malakian
(System of a Down)(Rock, Metal Alternatywny)


Wcześniej młody, pełny zapału gitarzysta SOADu. Teraz zapyziały staruch z siwą brodą. Dorobił się własnego studia nagraniowego. (Czemu on, a nie ja...:|) Osobiście kocham (A co będę wyolbrzymiał. xD) jego styl grania w SOADzie, w Scars on Broadway już zdziadział i gra o wiele łatwiejsze rytmy. Trudno.



Numer 4: Matt Heafy (Trivium)(Trash Metal)


Gitarzysta prowadzący Trivium. Śpiewający. Z tego co widzę, to uwielbia hardcorowo ciężkie gitary, z reguły Dean'y.
Gra przeważnie (z tego co słyszałem w moim życiu) zajebiście melodyczne kawałki, co mi się w tym zespole bardzo podoba. No i te solówki...Down from The Sky ciągle leci mi w uszach...Mhmm...!



Miejsce 3: Slash (Guns n' Roses)(Post Hard Rock)


Coraz mniejsze zdjęcia, kurwa...
Ok, kto nie zna Slasha, niech się wstydzi, bo toż to legenda Guns n' Roses jest!
Opisałem jego wygląd jeszcze przed zestawieniem, tj. czarne, dłuugie, kręcone włosy, kapelusz, no i nie mogło zabraknąć Les Paula (Gibson oczywiście) jako znaku rozpoznawczego Slasha. Ale przecie nie tylko wygląd się liczy. U Slasha wraz ze stylem w parze idzie oczywiście talent. Bo jak to, bez talentu na mojej liście? Pff...

Numer 2: Kirk Hammett (Metallica)(Heavy Metal, jakżeby inaczej)


No, kto go kuurwa nie zna to ma wpierdol i tego pożałuje.
Hahaha, baliście się! A tak na serio, to Kirk jest moim ulubionym gitarzystą, i nie dostał się na 1sze miejsce tylko dlatego, że na pierwsze miejsce zajmuje absolutna legenda. O solówkach Kirka nie będę wspominał, bo na myśl o solo z Ride the Lighting, lub Dyers Eve dostaję orgazmu, a nikt nie chciałby, aby tak się stało w tej doniosłej chwili ;) Dla Kirka kochanego pozwolę sobie na linijkę więcej. xD " Kirku, 3maj się i nie odleć przypadkiem ;]

Numer 1: Jimi Hendrix
(The Jimi Hendrix Experience)(Acid Rock)


Hmm...Yyy...Tuturutu...Jimi Hendrix! Legenda. Zmienił rocka w coś co się da słuchać, za co go podziwiam. Wymyślił odmianę rocka, Acid Rock. Długo by tu wypisywać. Oczywiście musiał palić, pić i ćpać w jednym czasie, i umarł...Czemu? Przecież teraz mielibyśmy dobrego, starego muzyka, wirtuoza gitary. Ale cóż, u schyłku sławy odbija. Życie.




Tadadam!
Skończyłem, po 4 godzinach żmudnej pracy, skończyłem. ;) Nie mam już siły na pożegnanie, poproszę o kilka komentarzy. Dziękuję, popierdoleńcy. Mam nadzieję, że ten post, a właściwie lista 10 najlepszych gitarzystów, was nie znudziła i macie jeszcze siły do dalszego funkcjonowania. Jeśli macie jakieś uwagi co do listy, to piszcie w komentarzach. Aha, i jeszcze ostatnie. Ta lista jest moją subiektywną opinią i zdaniem na temat tych ludzi.

Adios, Gitarzyści Całego Świata!






sobota, 14 lutego 2009

Sonda


Buenos Días, amigos!

A więc...wyniki zajekurwabistej sondy, której tytuł brzmiał: Jaki zespół najbardziej lubisz?
Nie zgadniecie, kto wygrał. Nigdy. Never. Nunca. Jamais. никогда....
Nazwa tego zespołu zaczynała się na M.
Haha, Metallica. xD

Jak to, dałem jeszcze 3 zespoły, tj. Slipknot, Iron Maiden i Unleashed bodajże, i WSZYSCY (całe 7 osób!) zagłosowali na Metallicę. Słuchacie kurwa czegoś innego? Obojętnie, hip-hop, disco-polo?
Wszyscy słuchają Metallicy, no niewiarygodne...:P

Apropo Metallicy, mieli wymiatacze zagrać w Polsce w tym roku. Zapowiedzieli to nawet pod koniec koncertu w maju poprzedniego lata. Wchodzę na stronę Metallica.com, bo tam spodziewam się najoficjalniejszych, najrzetelniejszych, najprawdziwszych informacji. Klikam na zakładkę "tour" a tam nie ma Polski!!
Są Niemcy, Francja, Szwecja, Dania, Wielka Brytania, a NIE MA Polski ?!
No, do chuja!!
Panowie, kuurwa, powinniście się wstydzić...Przysięgaliście, obiecywaliście i co kurwa?
Jeszcze w Wielkiej Brytanii są, w dupę, CZTERY koncerty, a w Polsce ani jednego?
Moje zaufanie do Metallicy bardzo się osłabiło, chłopcy stali się teraz bardzo komercyjni i szpanerscy. Nie to co kiedyś, darmowy koncert w Moskwie, 600,000(!) fanów przyszło na koncert, Metallica odwaliła kawał wyjebanej w kosmos roboty (chociaż podczas tego koncertu zmarło kilkunastu fanów, zgwałcono 20-30 kobiet i James miał bardzo dziwny głos w tamtych czasach...ciekawe czemu..? xD) i wszyscy ich za to podziwiali, a teraz to nic, zero dobroczynnych starań, albo kurwa czegoś w tym stylu...Zespół się wogóle nie stara, gra byle jak, tylko żeby zebrać hajs. Chociaż jest jeden wyjątek od reguły: The Memory Remains z koncertu w Boonaroo: http://www.youtube.com/watch?v=I1WB11wykZc&feature=related
Cudowne. Ideał.

Adios, Metallica!

Crazy Train

Witam w 2 dniu funkcjonowania mojego bloga :)

Dziś chciałbym napisać o Ozzym Osbournie ( nad tekstem)
Jeszcze wczoraj wydawał mi się starym, śmierdzącym dziadem, który śpiewa, bo nic mu w życiu nie wychodziło...I, ku mojemu zdziwieniu, przez tą muzykę widać, że ten oto człowiek coś robi! A ja cały czas żyłem w przekonaniu, że to po prostu muzyka, którego nie
Ale jak słucham sobie jego piosenki Crazy Train z płyty Blizzard of Ozz, to mnie po prostu rozpierdala! Ta piosenka jest tak zajebista, że mogę jej słuchać bez końca ;] Wreszcie jakieś oderwanie od Metallicy. I to tym razem jakieś sensowne i wciągające.

A co do płyty Blizzard of Ozz, to nie lubię takich klimatów, jedyną sensowną piosenką z tej płyty jest właśnie Crazy Train.
Na gitarze w zespole Ozz'a grał wtedy bodajże tragicznie zmarły Randy Rhoads(u góry), zasłużył sobie on w moim zestawieniu najlepszych gitarzystów gdzieś około 15 miejsca. Oczywiście opublikuję listę może nawet jeszcze dzisiaj ;)
Wracając do Crazy Train: świetnie wpadający w uszy riff gitarowy na początku, w refrenie i po solówce. Solo też niczego sobie, użyto w nim praktycznie sam tapping, więc już możecie sobie wyobrazić jaka jest dynamiczna. :)
No i głos pana Ozzy'ego. Co prawda, w czasie nagrywania i wydawania płyty Blizzard of Ozz miał 32 lata, a już "brzmiał" jak stary dziadek, choć czasami lubiał sobie pokrzyczeć w swoich piosenkach. ;]
Z innych płyt Ozz'a w "szeregi najlepszych" mógłbym zaliczyć jeszcze Paranoid. Oczywiście też polecam.

PS. Podoba wam się takie klnięcie na blogu, jak w poprzednich postach? W tym wpisie specjalnie obniżyłem ten poziom, aby był chociaż jeden normalnie wyglądający tekst :) Jakby coś to wpisujcie to w komentarzach, czy chcecie, abym podwyższył częstotliwość używania słow tj. "wykurwisty" "rozpierdalający" "zajekurwabiście" ;]

Adios, rozpierdalatorzy!

piątek, 13 lutego 2009

Piątek 13-ego!





O kurwa, dzisiaj piątek 13-ego. xD

Hmm, nie wiem, czemu ludzie nadal w to wierzą...jebane przesądy.
O ile pamiętam, to:
-nic mnie dziś nie rozjechało
-nic (nikt?) mnie dzisiaj nie zjadło
-nikt mnie nie porwał
-nic złego mi się nie stało

...więc co to ma kurwa być...?
zwykłe pierdolenie o czymś co jest niby nieosiągalne przyciąga ludzi.
Ja nie jestem przesądny, nie będę się tym przejmował, nie będę wstępywał do jakichkolwiek kultów, sekt, stowarzyszeń antyprzesądnych(?). :)
Po prostu trzeba z tym żyć. I tak nic nie zmienię przez ten post, to zwykłe użalanie się nad wiarą ludzi w to, czego (według mnie) nie ma :P

A więc...żegnam się z wami tymi przemyśleniami z mojej strony:) Jednak musicie z tymi przesądami żyć i spróbujcie(i tak wam się nie uda) nie wierzyć w to, mówię wam ;]

Adios, Pomidory.

Metal!


Witam wszystkich ;)

Właśnie dziś utworzyłem tego oto mojego zajebistego bloga.
Będę recenzował filmy i muzykę oraz pisał o swoich kurewskich przeżyciach i doświadczeniach życiowych. Z filmów opisywał będę zarówno komedie jak i horrory, a z muzyki od (nie, nie disco polo...chociaż może jednak ;] ) hip-hopu po metal :)
Mam nadzieję, że ten chujowy świat pełen kryminalistów i gwałcicieli, zmieni się w piękne, czyste, idealnie współżyjące społeczeństwo. Niech kurwa wszystkie rasy ludzkie na świecie się połączą, ogólnie niech zapanuje pokój, choć wiem, że to (dlaczego, do chuja...) niemożliwe.

A więc...czytajcie, wyjdzie wam na zdrowie.

Adios, przyjaciele!